I. Introdukcja.
Dług państwa nie bierze się znikąd. Najczęściej (poza kredytami inwestycyjnymi) jest miernikiem złego zarządzania państwem.
Niniejszą publikację warto rozpocząć od wyjaśnienia kwestii fundamentalnych:
a) polskie przedsiębiorstwa (wszystkie, małe i bardzo duże, prywatne i państwowe), sumarycznie generują przynajmniej 90% wszystkich przychodów szeroko rozumianego budżetu państwa (podatki i inne daniny oraz wynagrodzenia z których płacone są podatki, a także z których płacone są wynagrodzenia sfery sektorowej od których wtórnie są płacone kolejne podatki). Generalnie państwo polskie stoi na filarze przedsiębiorczości, która zasila w gigantycznej większości polski budżet i jednocześnie zatrudnia 2/3 całej populacji pracowników w Polsce). Zatem, to przedsiębiorcy niemal w całości (90%) wsypują pieniądze do pudełka nazywanego “budżetem”. Im lepiej zarządzane jest państwo polskie, tym więcej jest przedsiębiorstw, który wspólnie z pracownikami w nich zatrudnionymi wsypują pieniądze do pudełka budżetu Polski. Im gorzej jest zarządzany nasz kraj, czyli im mniej jest firm w polsce, im mniej płacą podatków i innych danin, im są słabsze, tym więcej musimy pożyczyć pieniędzy, żeby wypełnić pudełko budżetu.
b) badania pokazały, że wzrost zakupu polskich przedsiębiorców o 1% generują wzrost ilości pieniędzy wsypanych do pudełka budżetu aż o 5 miliardów zł !!! To oznacza, że My Ludzie – Polacy, powinniśmy kupować produkty od Polskich Przedsiębiorców (My Przedsiębiorcy), ponieważ wszyscy mamy z tego korzyść w postaci lepszych dróg, chodników, szkolnictwa, służby zdrowia etc. Im więcej kupimy polskich produktów, tym więcej wspólnie dosypiemy pieniędzy do budżetu Polski i tym mniej będziemy musieli pożyczyć od zagranicznych banków.
Pod niektórymi moimi wystąpieniami (w mediach w których stawiałem tezę, że Polska jest bankrutem, ponieważ nie potrafi z bieżących przychodów do budżetu pokrywać własnych zobowiązań a nawet nie posiada zdolności do spłaty odsetek), pojawiło się kilka komentarzy, iż teza o upadłości ekonomicznej Polski nie jest słuszna, ponieważ relacja długu Polski w relacji do PKB nie przekroczyła krytycznego wskaźnika konstytucyjnego.
Podobne opinie słyszałem także w kuluarowych rozmowach niektórych topowych (najwyższych rangą) polskich polityków i dziennikarzy.
Takie komentarze muszą szokować poziomem niezrozumienia skali, źródeł i ryzyka polskiego zadłużenia.
Postanowiłem więc napisać publikację, możliwie potocznym językiem (bez dbałości o fachową nomenklaturę), wyjaśniającą podstawy ogromnych zagrożeń dla Polski z tytułu aktualnego zadłużenia.
W publikacji staram się wyjaśnić na czym polega (kontrolowany) fałsz odnoszenia polskiego zadłużenia do PKB, co tworzy złudne (zafałszowane) poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego naszego kraju. Wyjaśniam dlaczego skrajnie niebezpieczna jest struktura polskiego zadłużenia.
Wyjaśniam także dlaczego ten sam wymiar zadłużenia Polski, jest drastycznie mniej bezpieczny niż identyczny wymiar zadłużenia np. Niemiec, Francji, Japonii lub USA.
Wyjaśniam również, co dokładnie (jakie źródło) tworzy polskie PKB i że to “źródło” właśnie dramatycznie szybko wysycha, pchając Polskę ku przepaści ekonomicznej – czego dowodem jest kolejne zadłużanie Polski na rekordową skalę. Starałem się wyjaśnić wiele aspektów o których przeciętny Polak nie jest informowany przez kolejne władze.
Uważam, że każdy Polak powinien mieć świadomość sytuacji Polski w obszarze zadłużenia oraz ryzyk z tym związanych.
Nie jest to więc publikacja naukowa, zatem proszę o wyrozumiałość dla zastosowanych tu neologizmów, hiperbol, kolokwializmów, uogólnień. W publikacji podaję wartości przybliżone.
W niniejszej publikacji staram się bowiem wyjaśnić prostym językiem o co dokładnie chodzi w mechaniźmie zadłużania Polski przez polityków w relacji do zafałszowanego obrazu PKB.
W przestrzeni medialnej mówi się, że Polska jest co prawda rekordowo zadłużona ale “nie przejmujmy się, ponieważ to jest zadłużenie względem PKB, więc nie ma problemu”. Wyjaśnię dlaczego takie stwierdzenie jest czystą manipulacją ze strony niektórych polityków, zresztą można przypuszczać, że część z nich tak na prawdę nie rozumie mechanizmu zadłużenia Polski względem PKB, ponieważ w różnych krajach (wbrew pozorom) oznacza to coś radykalnie odmiennego – co wyjaśnię w dalszej części.
II. Rozwinięcie
1. Na czym polega i ile wynosi “zadłużenie” Polski?
Zadłużanie się państwa nie polega na braniu kredytu w jednym okienku bankowym. Odbywa się to poprzez emisję obligacji skarbowych. Państwo wypuszcza papiery dłużne, a ten, kto je kupuje, staje się wierzycielem Polski. Często słusznie powtarza się, że Polska rekordowo szybko zadłuża się oraz że Polski dług wynosi ponad 2 biliony i 200 miliardów zł, czyli niespełna czterokrotność całych “dochodów budżetowych” Polski (dochody budżetowe Polski wynoszą aktualnie 647 miliardów zł).
Dokładnie dług Polski wynosi 3,1-krotność rocznych przychodów – jeśli liczymy tylko czysty, oficjalny Państwowy Dług Publiczny lub 3,8-krotność rocznych przychodów – jeśli weźmiemy realny, pełny dług według metodologii Unii Europejskiej.
Należy oddać, że cały budżet Polski został określony na 918,9 miliarda zł z czego Polska posiada p l a n o w a n ą zdolność pokrycia z bieżących przychodów państwa zaledwie 647 mld zł. Reszta zostanie uzupełniona z “kredytu” (emisji państwowych – czyli każdego z Nas Ludzi – papierów dłużnych). Czyli nie mamy aktualnie pokrycia w przychodach na kwotę około 272 miliardy złotych. Czyli nie mamy aktualnie pokrycia na około 30% budżetu Polski.
Wbrew temu co starają się mówić niektórzy kolejni politycy, Polska żyje na ogromny kredyt od którego nie jest w stanie nawet spłacać bieżących odsetek (o tym dalej) i to jest fakt.
2. Skoro dług Polski jest ogromny, to dlaczego politycy kolejnych partii uspokajają, mówiąc, że polska nie jest zagrożona bankructwem?
Politycy często mówią, że taki stan rzekomo nie jest niebezpieczny, ponieważ:
a) nie został przekroczony konstytucyjnych próg zadłużenia Polski wynoszący 3/5 (60%) PKB, co jest znaczną wielopoziomową manipulacją – wyjaśniam to zagadnienie dokładnie w dalszej części;
b) PKB Polski rzekomo rośnie, co jest kolejną manipulacją, ponieważ owszem “cyfrowo” PKB Polski wzrasta ale źródła tego wzrostu dramatycznie szybko “wysychają” a ponadto częściową są sztucznie napompowane i po trzecie – rząd nie ma najmniejszego dostępu do tego, co tworzy PKB, więc nie może za pomocą substancji PKB spłacić zobowiązań państwa – dokładnie wyjaśniam dalej na czym polega manipulacja części polityków w tym zakresie;
c) zadłużenie Polski w 70%-tach posiada charakter wewnętrzny – czyli, że państwo polskie (czyli My Ludzie i My Przedsiębiorcy) pożyczamy od polskich instytucji finansowych (np. Banków, Funduszy Inwestycyjnych i ZUS), a jedynie w 30% pożyczamy od instytucji finansowych międzynarodowych – rzecz w tym, że choć czysto formalnie taka informacja jest prawdziwa, to faktycznie (ekonomicznie) polega na fałszu i jest manipulacją kolejnych rządów (co opisałem dalej);
c) opłaca się zaciągać kredyt na rozwój (ta teza jest słuszna, wyłącznie jeśli zadłużenie jest zaciągnięte na rozwój – np.: na rozwój CPK, z którego w przyszłości Polska będzie czerpała przychody w postaci większych wpływów np. z cła lub jeśli Polska przeznaczy pieniądze z pożyczki na budowę np. 5 elektrowni atomowych i dzięki temu będziemy mieli najtańszy prąd, co spowoduje skokowy wzrost konkurencyjności polskich firm na rynku międzynarodowym, co zwiększy przychody do budżetu Polski…etc.). Jednak sam fakt, że dany kraj musi zaciągnąć kredyt na takie inwestycje potwierdza, że nie jest na tyle silny, żeby samodzielnie (suwerennie) finansować własne strategiczne projekty – w kredycie nie ma niczego dobrego – on jest po prostu “złem koniecznym”;
d) “inne nowoczesne kraje także żyją na kredyt” (co jest teza czysto demagogiczna, ponieważ z faktu, że inne państwa nie posiadają środków na pokrycie własnych wydatków nie wynika że są “nowoczesne”, lecz że nie są suwerenne ekonomicznie a wręcz, że są uzależnione i są źle zarządzane.
Zadłużenie Polski stanowią długoterminowe (wieloletnie) zobowiązania, pochodzące z emisji obligacji państwowych, które stanowią wielokrotność wartości przychodów budżetowych Polski ale nie muszą być spłacone w najbliższym roku, lecz np. za 5-10 lat. Z tego powodu często politycy wmawiają nam, że zadłużenie owszem jest ogromne ale nie stanowi problemu, ponieważ nie musimy przeznaczyć całego budżetu Polski, żeby je spłacić, lecz po trochu będziemy je spłacać przez najbliższe lata…dekady. Politycy uspokajają (fałszywie), że skoro PKB Polski rośnie, to będzie nas w przyszłości stać na pokrywanie coraz to większych długów. Ta teza wyrażana przez polityków jest na wieli płaszczyznach fałszywa.
Generalnie politycy przyjmują założenie, że im większa jest wartość PKB (czyli wartości usług i towarów wyprodukowanych w Polsce, tym większa jest nasza zdolność do spłacania długów, więc tym wyższy dług może zaciągać kolejny rząd polski w naszym imieniu (Nas Ludzi i Nas Przedsiębiorców). Rzecz w tym, że w zasadzie, to jest nieprawda – co wyjaśniam dalej.
3. Jak ocenia się współczynnik zagrożenia zadłużenia państwa. Czym jest relacja zadłużenia Polski względem wartości Produktu Krajowego Brutto (PKB) i na czym polega pierwsza “półprawda” a wręcz zafałszowanie obrazu?
Relacja długu publicznego do PKB (produktu krajowego brutto) to jeden z najważniejszych wskaźników oceny “zdrowia finansowego” kraju. Wskaźnik ten odnosi zadłużenie do zdolności produkcyjnej gospodarki. Najprościej zrozumieć to przez analogię do finansów osobistych, ponieważ sama wartość długu niewiele mówi np.: kredyt w wysokości 500 tys. zł będzie ogromnym ciężarem dla kogoś, kto zarabia 3 tys. zł miesięcznie ale minimalnym dla kogoś, kto zarabia 100 tys. zł miesięcznie. W relacjach ekonomicznych i międzynarodowych traktuje się PKB jako pośredni wskaźnik źródeł dochodu państw. W tej analogii PKB traktuje się jak roczny dochód państwa (wartość wszystkiego, co wytworzyliśmy.
Jednak zafałszowanie obrazu polega na tym, że nie jest to wartości realnych dochód państwa zebranych w podatkach etc.) lecz jedyne źródło oceny potencjału państwa.
Relacja długu do PKB pokazuje więc, jak duży jest kredyt w porównaniu do rocznego potencjału “zarobków” całej gospodarki.
Tu już ujawnia się fundamentalna manipulacja (inżynieria medialno-ekonomiczna), ponieważ tak naprawdę PKB nie stanowi “zarobku państwa”, lecz co najwyżej jest wskaźnikiem o potencjale przychodów państwa. Aby jednak PKB mógł być wskaźnikiem o potencjale zarobków państwa, to wyobrażenie o faktycznej wartości PKB musiałoby być wcześniej oparte na autentycznych, pewnych i realnie mierzalnych wskaźnikach (a w części tak nie jest – co także dalej wyjaśniam).
4. Analiza poziomów zagrożenia państw w odniesieniu do współczynników zadłużenia.
Należy wiedzieć, że na międzynarodowych rynkach finansowych nie ma jednej sztywnej granicy, po której przekroczeniu której, państwo natychmiast jest uznawane za “bankruta”, ponieważ kluczowy parametr stanowi zaufanie rynków / koszt obsługi długu (odsetki). Umownie przyjmuje się jednak pewne przedziały poziomu zagrożenia bankructwem państw:
| Poziom długu do PKB | Ocena sytuacji | Przykład / Kontekst |
| Poniżej 30% | Bardzo niski bezpieczny poziom. | Często kraje rozwijające się lub bogate kraje surowcowe. |
| 30% – 60% | Poziom umiarkowany, uznawany za bezpieczny dla większości gospodarek. | Polska historycznie i obecnie oscyluje w tych granicach. Traktat z Maastricht nakłada na kraje UE limit 60%. |
| 60% – 90% | Poziom podwyższony. Państwo musi ostrożnie zarządzać budżetem. | Wiele rozwiniętych gospodarek zachodnich po kryzysach ostatnich lat znalazło się w tym przedziale. |
| Powyżej 90% – 100% | Strefa ryzyka. Według wielu badań ekonomicznych (np. Reinharta-Rogoffa) przekroczenie 90% może zacząć wyraźnie spowalniać długoterminowy wzrost gospodarczy. | USA czy Francja znacznie przekraczają obecnie 100%, ale ich pozycja rynkowa pozwala im na tanie rolowanie tego długu. |
| Powyżej 150% | Sytuacja krytyczna lub specyficzna. | Japonia (ponad 250% – specyficzny przypadek, gdzie dług jest w rękach rodzimych inwestorów) lub Grecja w okresie kryzysu. |
Mogło by się więc pozornie wydawać, że zadłużenie Polski w przedziale do 60% PKB plasuje nasz kraj w strefie umiarkowanego ryzyka niewypłacalności.
Rzecz w tym, że jak już wspomniałem, taki współczynnik jest wynikiem kreatywnej inżynierii ekonomiczno-prawnej a nie realnym stanem gospodarczym Polski w roku 2026.
Już teraz może rodzić się pytanie, dlaczego kolejne rządy de facto manipulują danymi o wartości PKB, zamiast podać autentyczne wartości? Odpowiedź jest oczywista.
Po pierwsze, ponieważ każdy rząd gra na czas tymczasowego własnego zarządzania – chce wykazać społeczeństwu własną skuteczność w 4-letnim okresie kadencji i liczy na to, że 99% społeczeństwa oraz większość przedstawicieli mediów nie rozumie w sumie bardzo prostych mechanizmów ekonomii, PKB i zadłużania Polski.
Po drugie gdyby rząd rzetelnie pokazywał jak mierzy PKB, wówczas mogło by się okazać (z prawdopodobieństwem 99%), że Polska spadłaby w koszykach raitingowych a to by oznaczało, że nasze kredyty byłyby jeszcze droższe. Np. warto wiedzieć, że Polska jako kraj mniej stabilny wkupuje własne obligacje znacznie drożej niż np. Niemcy, które jako bardziej stabilne w opinii rynków finansowych, mają znacznie tańszy kredyt i wykupują własne obligacje znacznie taniej.
Gdyby polski rząd pokazał częściową fikcję polskiego PKB (o czym poniżej), wówczas mogło by się okazać, że musielibyśmy kolejne obligacje wyemitować ze znacznie wyższym oprocentowaniem np. 7% lub 8%.
Więc kolejne rządy udają, że nie ma problemu i lepiej prawdy nie powiedzieć ani Nam Ludziom i Nam Przedsiębiorcom ani tym bardziej międzynarodowym rynkom finansowym. Władza i tak odejdzie szybciej niż My Ludzie zdążymy się połapać, że jesteśmy bankrutem.
5. Jak rozumie się zadłużenie państw na międzynarodowych rynkach kapitałowych i dlaczego takie podejście zafałszowuje rzeczywistość?
Istnieje kilka powszechnie akceptowalnych (co nie znaczy, że słusznych) czynników, które pozwalają rynkom kapitałowym rozpoznać poziom współczynnika zagrożenia państwa:
Czynnik 1: Dynamika wzrostu PKB Państwo z przykładowym długiem 70% PKB, którego gospodarka szybko rośnie (PKB rośnie szybciej niż dług), jest w lepszej sytuacji niż państwo z długiem 50% PKB, które znajduje się w głębokiej recesji, a jego zadłużenie lawinowo narasta.
Czynnik 2: Struktura wierzycieli (Dług krajowy vs zagraniczny) Jeśli państwo jest zadłużone u własnych obywateli i rodzimych banków (w walucie krajowej), wówczas ryzyko gwałtownego bankructwa jest niskie (przykład Japonii). Jeśli natomiast dług jest zaciągnięty w zagranicznych podmiotach i jest nominowany w obcych walutach (np. w USD lub EUR), państwo jest podatne na wahania kursów walut i nagłe wycofanie się kapitału a w konsekwencji ryzyko wzrostu kosztów obsługi długu i bankructwa państwa jest drastycznie wyższe – i to jest częściowo polki przypadek
Czynnik 3: Koszt obsługi długu – wartość odsetek w każdym roku (rentowność obligacji) Jest to realny koszt, który państwo płaci co roku w postaci odsetek. Jeśli inwestorzy ufają danemu krajowi, pożyczają mu tanio. Jak już wspomniałem wcześniej, np. Niemcy przy długu 60% mogą płacić za jego obsługę mniej (procentowo), niż Polska lub inny kraj np. przy długu 40% PKB, który jest uznawany za bardziej ryzykowny i musi oferować wyższe oprocentowanie obligacji.
O tym jednak od większości polityków nie sposób usłyszeć – czyli że Polskie zadłużenie na poziomie poniżej 60% PKB, generuje dużo wyższy koszt obsługi (odsetek) zadłużenia niż np. Niemcy, zadłużone w identycznym wymiarze 60% PKB.
Jak więc widać, nie wolno twierdzić, że Polska jest równie bezpieczna jak np. Niemcy przy takim samym poziomie procentowym zadłużenia względem PKB, ponieważ:
a) mamy różne koszty wykupienia obligacji (Polska płaci więcej za wykupienie obligacji niż np. Niemcy);
b) Polska jest podatna na wahania kursowe EURO (ponieważ rozlicza się w złotówkach a część kredytu posiada w EURO lub w USD);
c) mamy inną (dużo wyższą) wartość odsetek do spłacenia w każdym roku;
d) inna jest struktura zadłużenia wewnętrznego względem zewnętrznego (mniej korzystna – więcej długu w instytucjach zagranicznych)
e) znaczą część kolejnych kredytów przeznaczamy na spłat starych odsetek
Oznacza to, że Polska musi być proporcjonalnie znacznie niżej zadłużona, żeby można było mówić o podobnym poziomie bezpieczeństwa niż w przypadku Niemiec, przy identycznym procentowym zadłużeniu względem PKB – ale tego politycy Nam Ludziom i Nam Przedsiębiorcom nie mówią !
Zatem już na tym etapie możemy dostrzec, że ten sam współczynnik zadłużenia nie oznacza tego samego poziomu zagrożenia w różnych krajach a więc nie można pozwolić sobie na tak uproszczone założenie, iż osiągnięcie współczynnika 60% zadłużenia względem PKB, można uznać za bezpieczny próg tylko dlatego, że np. w Niemczech taki sam współczynnik zadłużenia jest bezpieczny.
6. Fikcja polskiego konstytucyjnego “bezpiecznika” zagrożenia poziomemu zadłużenia.
Bardzo często w dyskursie politycznym można usłyszeć od “zawodowych” polityków, że Polsce nie grozi bankructwo, ponieważ Polska nie przekroczyła zawartego w Konstytucji RP współczynnika 3/5 rocznego PKB. Warto pamiętać, że w Polsce Konstytucja RP (art. 216 ust. 5) zabrania zaciągania pożyczek, które spowodowałyby, że państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 (60%) rocznego PKB. W ustawie o finansach publicznych zapisano dodatkowo tzw. progi ostrożnościowe (np. próg 55%), które po przekroczeniu wymuszają na rządzie automatyczne procedury naprawcze i cięcia w budżecie na kolejny rok.
Nasuwa się więc naturalne pytanie, co w istocie oznacza ten współczynnik? Jak dokładnie on jest mierzony oraz czy i przed czym dokładnie i realnie może chronić? Żeby zrozumieć to zagadnienie, należy rozłożyć na czynniki pierwsze:
a) jak szybko rośnie polski dług?;
b) jaka jest struktura PKB Polski?;
c) jak kształtuje się polski dług w stosunku do rynku pracy?;
d) jaka jest struktura zadłużenia Polski – czyli czy polski dług ma charakter wewnętrzny czy też czy został zaciągnięty poza granicami Polski?;
e) skąd bierze si PKB (co i kto tak naprawdę go zasila/tworzy)?
Aby ocenić, czy sytuacja jest bezpieczna, musimy zestawić ze sobą twarde dane o przyroście długu, specyfikę polskiego rynku pracy oraz czynniki ryzyka.
7. Jak szybko rośnie polski dług?
Przyrost zadłużenia jest bezprecedensowy w ujęciu nominalnym. Sam dług Skarbu Państwa przekroczył barierę 2,1 biliona złotych. Żeby rzetelnie ocenić sytuację, ekonomiści i agencje ratingowe patrzą na dwa różne wskaźniki:
- państwowy Dług Publiczny (PDP – definicja krajowa) na koniec I kwartału wynosi ok. 50,6% PKB i jest to miara uwzględniająca konstytucyjny limit 60%, więc mogło by się złudnie wydawać, że wciąż Polska posiada formalny zapas bezpieczeństwa;
- dług EDP (definicja unijna) to jest szersza “miara” do której wlicza się fundusze pozabudżetowe (np. tarcze w BGK czy PFR, Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych) i w tym zakresie wskaźnik już przekroczył 61,6% PKB.
Jak wspomniałem, równie ważne jest tępo przyrostu zadłużenia, i należy zastanowić się, że czy ten przyrost jest w przypadku Polski gwałtowny? Odpowiedź jest niestety twierdząca, dynamika zadłużania (prognozy deficytu sektora finansów na poziomie ponad 6% PKB) stawia Polskę w grupie najszybciej zadłużających się państw UE. Na taką sytuację zareagowała Komisja Europejska, która już na początku roku 2026 ostrzegała, że bez hamulca i reform długofalowy profil długu Polski może stać się ryzykowny.
Zatem jeden z kluczowych parametrów oceny stanu polskiej gospodarki jest BARDZO niebezpieczny, ponieważ przy wzroście PKB na poziomie 3,2% prognozy deficytu budżetowego wynoszą aż 6% !!!
To oznacza, że w kolejnych latach także rządy mają zamiar żyć na kredyt, czyli zadłużenie jeszcze bardziej wzrośnie.
8. Jaka jest struktura polskiego długu? Dlaczego mamy fałszywe poczucie bezpieczeństwa?
Niektórzy politycy oraz niektórzy ekonomiści wskazują, że struktura polskiego zadłużenia jest korzystna (80% zadłużenia obsługują polskie instytucje finansowe i ZUS) a pozostałe 20% zagraniczne instytucje finansowe.
Oficjalna narracja brzmi, iż w zakresie “struktury walutowej” około 80% długu Skarbu Państwa jest nominowane w złotówkach (PLN), a krajowa waluta chroni nas przed tzw. kryzysem walutowym – nie grozi nam sytuacja, w której nagły skok kursu euro lub dolara z dnia na dzień podwoi nasze zobowiązania.
Często podnosi się, że także korzystna jest “struktura wierzycieli”, ponieważ większość długu odkupują rodzime banki i instytucje finansowe. Udział inwestorów zagranicznych (nierezydentów) wynosi mniej niż 30%. To stabilizuje sytuację, bo kapitał krajowy nie ucieka z dnia na dzień pod wpływem paniki rynkowej.
Jednak nie są to informacje w prawdziwe (w części polegają na korzystnej dla rządów manipulacji).
Żeby to zrozumieć, należy przejść do szczegółów i poznać konkretny podział na podmioty, u których jako państwo mamy dług, przedstawia się następująco.
Większość polskiego długu rzekomo znajduje się “w domu”. Oznacza to, że rzekomo pożyczamy pieniądze od instytucji działających na naszym “własnym” rynku.
Sprawdźmy.
Do inwestorów krajowych zalicza się powszechnie:
a) Banki komercyjne działające w Polsce (Największy wierzyciel): PKO BP, Pekao, Santander, mBank czy ING. Banki komercyjne trzymają ogromną część polskich obligacji;
b) Krajowe instytucje finansowe (Ubezpieczyciele i Fundusze): Zakłady ubezpieczeń (np. PZU): Składki, które Polacy wpłacają na ubezpieczenia na życie czy polisy, towarzystwa ubezpieczeniowe inwestują w dużej mierze w bezpieczny dług państwowy,
c) Fundusze inwestycyjne (TFI) oraz emerytalne (OFE): lokują tam oszczędności emerytalne i inwestycyjne Polaków;
d) Obywatele (Inwestorzy detaliczni – ok. 14% długu w PLN): czyli My Ludzie (obywatele polski). Ministerstwo Finansów regularnie sprzedaje tzw. obligacje detaliczne (np. 3-letnie, 4-letnie, indeksowane inflacją). Polacy, kupując te papiery, bezpośrednio pożyczają pieniądze własnemu państwu;
e) Narodowy Bank Polski (NBP): bank centralny posiada w swoim portfelu polskie obligacje, które skupował m.in. w czasie pandemii w ramach programów płynnościowych na rynku wtórnym.
Natomiast do inwestorów zagranicznych zalicza się powszechnie podmioty z całego świata, które kupują polskie obligacje emitowane w złotówkach (na rynku krajowym) lub w walutach obcych (np. w euro lub dolarach na rynkach międzynarodowych) takie jak:
a) Zagraniczne fundusze inwestycyjne i emerytalne: wielkie globalne fundusze (np. amerykańskie, zachodnioeuropejskie czy azjatyckie), które zarządzają bilionami dolarów, kupują polskie obligacje, traktując nasz kraj jako stabilny rynek wschodzący, który oferuje wyższe oprocentowanie niż np. obligacje niemieckie;
b) Inne banki centralne i rządy: niektóre państwa lub ich banki centralne lokują swoje rezerwy walutowe w papierach wartościowych stabilnych krajów, w tym Polski;
c) Instytucje międzynarodowe: Polska pożycza środki także bezpośrednio od instytucji takich jak Unia Europejska (np. w ramach funduszy unijnych i mechanizmów pomocowych), Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) czy Bank Światowy, celowo przeznaczając te fundusze na konkretne projekty infrastrukturalne (drogi, kolej, transformacja energetyczna).
Zapewne każdy już zauważył na czym polega manipulacja.
Otóż do puli polskich “wewnętrznych” wierzycieli zaliczono zagraniczne banki np. Santander lub ING, zapewne aby nie drażnić polskich obywateli świadomością, że tak naprawdę, ponad 40% długu zaciągnęliśmy u faktycznie zagranicznych podmiotów (choć formalnie zarejestrowanych w Polsce).
Oficjalne raporty Ministerstwa Finansów dzielą dług według kryterium rezydencji (miejsca rejestracji podmiotu), a nie według tego, kto ma akcje danej instytucji.
Jeśli bank (nawet z globalnej grupy) ma polską licencję bankową, płaci podatki w Polsce i podlega pod KNF – ministerstwo wrzuca go do koszyka „krajowy”. Ale z punktu widzenia ekonomii i transferu zysków: Santander to kapitał hiszpański, ING Bank Śląski to kapitał holenderski, mBank to kapitał niemiecki (Commerzbank), a BNP Paribas to kapitał francuski.
Przerzućmy zatem banki z kapitałem zagranicznym operujące w Polsce z koszyka “krajowego” do koszyka “zagranicznego”.
Jak wówczas wygląda struktura własnościowa sektora bankowego w Polsce?
Żeby to precyzyjnie policzyć, musimy sprawdzić, ile polskiego rynku bankowego kontroluje państwo i rodzimy kapitał, a ile kapitał zagraniczny.
W Polsce od lat (od czasów tzw. “repolonizacji” banków, m.in. odkupienia Pekao SA od Włochów i Alior Banku) układ sił wygląda mniej więcej pół na pół: kapitał krajowy (głównie kontrolowany przez Skarb Państwa) to ok. 55% aktywów sektora bankowego (tutaj mamy PKO BP, Bank Pekao SA, Alior Bank, BOŚ Bank, VeloBank oraz banki spółdzielcze), natomiast kapitał zagraniczny to ok. 45% aktywów sektora (Santander, ING, mBank, BNP Paribas, Millennium i inne mniejsze). Banki komercyjne ogółem posiadają w swoich portfelach około 23-24% całego długu krajowego (w obligacjach).
Jeśli zastosujemy takie kryterium i uznamy, że dług wobec podmiotów takich jak Santander czy ING to de facto dług zewnętrzny (bo ostateczna kontrola i zyski należą do zagranicznych central), struktura drastycznie się przesuwa.
Zamiast oficjalnego podziału: 71% krajowy / 29% zagraniczny, po odliczeniu zagranicznych banków działających w Polsce, realny układ wygląda następująco:
- Rdzennie polski koszyk (Autentyczny kapitał krajowy): spadek z ~71% do ok. 60-61%. W tym koszyku zostają wyłącznie polskie banki z przewagą kapitału krajowego/państwowego: PKO BP, Pekao SA, Alior, BOŚ (kontrolujące łącznie ponad połowę portfela bankowego), My Ludzie, czyli obywatele: Polacy kupujący obligacje detaliczne (czysty polski kapitał), krajowe instytucje publiczne i prywatne: NBP, PZU (ubezpieczyciel z kontrolą państwa), polskie fundusze inwestycyjne.
- Natomiast “koszyk zewnętrzny” (oficjalny dług zagraniczny + banki z kapitałem zagranicznym) odnotował wzrost z ~29% do ok. 39-40% (!) …czyli około 1 bilion złotych wartości długu Polski. Do oficjalnego długu zagranicznego (zagraniczne fundusze, rządy, obligacje w euro/dolarach) dopisujemy około 10-11 punktów procentowych, które wynikają z obligacji zakupionych przez Santander, ING, mBank czy Millennium.
9. Co to oznacza w praktyce i jakie niesie ryzyko?
Taki eksperyment myślowy pokazuje, że realne uzależnienie polskiego długu od podmiotów zagranicznych jest o 1/3 większe, niż podają oficjalne, suche komunikaty rządu. Mówiąc wprost, rządy manipulują Nas Ludzi i Nas Przedsiębiorców ponieważ My Ludzie, zwykli obywatele moglibyśmy źle znieść informację, że tylko na spłatę zadłużenia na rynku zewnętrznym, będziemy musieli wszyscy pracować za darmo, bez wynagrodzenia, bez prądu, bez wody i bez gazu, bez transportu i bez naprawiania dróg a także bez opieki medycznej i bez szkół oraz bez emerytur i bez ogrzewania przez…2 LATA…żeby oddać zagranicznym bankom ten dług (oczywiście czysto hipotetycznie i nieco demagogicznie, ale taka hiperbola pokazuje skalę problemu).
Gdyby doszło do potężnego, globalnego kryzysu finansowego, to istnieje realne ryzyko (“drenażu”) czyli stanu, gdy w sytuacji krytycznej, centrale w Madrycie (Santander), Amsterdamie (ING) czy Frankfurcie (mBank) mogą podjąć decyzję o ograniczaniu ryzyka na tzw. rynkach wschodzących, do których zaliczają Polskę. Mogą nakazać swoim polskim spółkom-córkom zaprzestanie kupowania nowych polskich obligacji lub “spychanie” ich z bilansu. Co prawda istnieje prawny “bezpiecznik”, ponieważ polskie prawo i KNF mocno ograniczają możliwość swobodnego “wyprowadzania” płynności z polskich spółek-córek do zagranicznych central.
Te banki działają w Polsce jako niezależne spółki akcyjne, ale w sytuacji krytycznej nikt się nie będzie przejmował polskimi regulacjami. Przyjmując kryterium “czystej krwi kapitałowej”, Polska nie pożycza “u siebie” 71% środków, a bliżej 60%. Pozostałe 40% jest w rękach szeroko pojętego kapitału zagranicznego – czy to w postaci funduszy z Wall Street, czy zagranicznych banków posiadających swoje oddziały przy warszawskim Nowym Świecie.
10. Skoro wiemy już, że jesteśmy dłużni 1 bilion zł zagranicznym inwestorom, to gdzie leżą realne zagrożenia? (dlaczego sytuacja jest napięta?)
a) Ryzyko kosztu obsługi długu. Ponieważ stopy procentowe są relatywnie wysokie, państwo pożycza pieniądze drogo. Miliardy złotych, zamiast na edukację, zdrowie czy inwestycje, płyną co roku szerokim strumieniem na same odsetki dla posiadaczy obligacji. To bezpośrednie obciążenie budżetu;
b) Rozdźwięk między długiem a demografią i rynkiem pracy. Jeśli bezrobocie będzie dalej rosło (lub utrzyma się niska baza ofert pracy), a społeczeństwo będzie się starzeć, baza podatkowa zacznie się kurczyć. Trudniej będzie wygenerować wzrost PKB, który pozwoliłby “rozmiękczyć” procentowy udział długu w gospodarce;
c) Procedura Nadmiernego Deficytu (EDP). Przekroczenie unijnych progów sprawia, że Polska znajduje się pod unijnym nadzorem fiskalnym. Wymusi to w najbliższych latach konieczność szukania oszczędności lub podnoszenia podatków, aby wyhamować dynamikę zadłużania.
Jednak obecne tempo przyrostu długu przy jednoczesnym pogorszeniu sytuacji na rynku pracy (wzrost bezrobocia rok do roku, zapaść w ofertach pracy) oznacza, że Polska jedzie na kredycie bardzo blisko barier bezpieczeństwa. na dodatek naginając dane o strukturze zadłużenia.
Wspomniany wątek rynku pracy jest kluczowy, ponieważ to My Przedsiębiorcy i My Ludzie (pracownicy zatrudnieni w przedsiębiorstwach) wypracowujemy niemal 90% całego PKB (czyli generujemy dochód państwa na spłatę długu).
Warto jednak precyzyjnie zinterpretować obecne dane, ponieważ większość polityków pomija te dane z rynku pracy.
Oficjalna liczba zarejestrowanych bezrobotnych wzrosła rok do roku (w rejestrach przybyło ponad 130 tysięcy osób względem wiosny ubiegłego roku). Stopa bezrobocia rejestrowanego oscyluje w granicach 5,9% – 6,0%. To wyraźna zmiana trendu – po latach ciągłych spadków bezrobocie zaczęło lekko pełznąć w górę. Fatalna statystyka dotycząca ofert pracy napływających do urzędów (ich liczba drastycznie tąpnęła) oraz spadek dynamiki nowych zatrudnień. W skali ostatnich 5 lat odczuwamy wyraźne schłodzenie rynku pracy. Sygnał ostrzegawczy polega jednak na tym, że gospodarka przestała tak łatwo “wchłaniać” pracowników, co utrudnia szybki wzrost PKB. Jeśli PKB nie będzie rosło, to wzrośnie proporcja naszego długu do PKB.
11. Czy każdy powód dla zadłużania dług jest równie zły i na czym polega prawdziwy DRAMAT polskiego zadłużenia (nie uwzględniając pożyczek na budowę armii)?
Z perspektywy tradycyjnego zarządzania pieniędzmi kredyt to dowód na brak własnej gotówki “tu i teraz”. Wiąże się z ryzykiem i koniecznością oddania komuś ciężko zapracowanych pieniędzy powiększonych o odsetki.
Dlaczego więc w ekonomii mówi się o “dobrym długu”?
Chodzi wyłącznie o kryterium stopy zwrotu (rentowności). Zły kredyt to kredyt na konsumpcję. Bierzemy pożyczkę na wakacje, nowy telewizor czy luksusowy samochód. Te rzeczy nie zarabiają. Tracą na wartości, a my zostajemy z długiem. To jest czyste przejadanie pieniędzy, których nie mamy. Dobry kredyt to sytuacja dźwigni finansowej. Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę, który ma szansę podpisać kontrakt życia, ale potrzebuje maszyn za 1 milion złotych. Ma dwie drogi: odłożyć kontrakt, odkładać gotówkę przez 5 lat i kupić maszyny za swoje. (Minus: okazja ucieka, konkurencja go mija) lub wziąć kredyt na te maszyny. Koszt kredytu (odsetki) to np. 8% rocznie. Ale maszyny pozwalają mu wygenerować 30% zysku rocznie. Wtedy ten kredyt – mimo że jest dowodem na brak własnej gotówki – staje się narzędziem, które przyspiesza bogacenie się. Zarabiamy na pieniądzach banku.
Dlatego na wstępie zaznaczyłem, że kredyt na rozwój CPK lub technologii elektrowni atomowej (np. Francja posiada bardzo tani prąd po inwestycjach w elektrownie jądrowe a przez to jej przedsiębiorcy są bardziej konkurencyjny, co zwiększa przychód do budżetu Francji), może być bardzo opłacalny.
Rodzi się jednak pytanie, dlaczego w ogóle Polska musi zaciągać kredyty?
Odpowiadając najprościej jak się da, bez politycznego marketingu Polska w tym momencie nie jest w stanie sfinansować się sama z własnych bieżących podatków, ceł etc. Żyjemy ponad stan, a różnicę “łatamy” kredytem. Gdybyśmy chcieli sfinansować Polskę “z własnej gotówki” bez zaciągania nowego długu, rząd musiałby zrobić jedną z dwóch rzeczy (albo obie na raz):
a) drastycznie podnieść podatki (CIT, PIT, VAT) obywatelom i firmom, żeby zebrać brakujące ponad 200 miliardów złotych rocznie.
b) drastycznie obciąć wydatki (np. zlikwidować programy socjalne, zamrozić pensje w budżetówce, przestać budować drogi, zamknąć szpitale).
Ponieważ żadna władza tego nie robi, rząd wybiera trzecią i bardzo prymitywną drogę: emituje obligacje, czyli bierze kredyt.
Ale dlaczego ten dług w ostatnich latach tak drastycznie wzrósł?
Problem polega na tym, że na budżet państwa spadły w ostatnich latach trzy potężne uderzenia (tzw. szoki zewnętrzne):
a) tzw. pandemia (tarcze antykryzysowe). Rząd podjął FATALNE decyzję o “zamknięciu gospodarki” wówczas, gdy musiała być najsilniejsza do walki z problemem. Więc żeby firmy masowo nie bankrutowały, wpompowano w rynek setki miliardów złotych z wydrukowanych/pożyczonych pieniędzy (PFR, BGK). To wtedy dług zaczął gwałtownie “puchnąć”.
b) kryzys energetyczny i inflacja. Rząd wprowadzał tarcze osłonowe, dopłaty do węgla, prądu i gazu, żeby ratować budżety domowe. To były setki miliardów czystej konsumpcji z długu. Jest tak między innymi z powodu kolejnych fatalnych decyzji rządów o rozbudowie OZE – ponieważ zgodnie z obowiązującym prawem, sieci energetyczne w pierwszej kolejności muszą odbierać energię elektryczną z OZE a dopiero w drugiej kolejności z bloków energetycznych węglowych – a to oznacza w praktyce, że płacimy podwójnie – zarówno za koszt wytworzenia energii z OZE jak i za pracujące równolegle bloki węglowe (opłata energetyczna), ponieważ nie da się fizycznie wyłączyć bloków energetycznych węglowych i zwolnić na kilka dni lub kilka miesięcy słonecznych pracowników w nich pracujących…więc płacimy podwójnie;
c) geopolityka i zbrojenia (największa pozycja generująca zadłużenie w chwili obecnej). Wojna za naszą wschodnią granicą zmieniła wszystko. Polska podjęła decyzję o ekspresowej modernizacji armii. Kupujemy czołgi, samoloty, systemy rakietowe za setki miliardów dolarów i wonów koreańskich. Na to nie ma i nie miało prawa być gotówki w budżecie, wskutek upadku przedsiębiorczości w Polsce, czyli niemalże jedynego “silnika” pompującego strumień 90% pieniędzy do polskiego budżetu. Zatem, kupujemy bezpieczeństwo na kredyt. To może nie byłoby problemem, gdybyśmy kupowali głównie w polskich zakładach.
Polska jako mechanizm państwowy znalazła się w trudnej, naprężonej sytuacji a zadłużenie rośnie w tempie, które w normalnych warunkach uznalibyśmy za skrajnie nieodpowiedzialne. O ile dług pandemiczny czy energetyczny można nazwać “złym długiem” (zasypywanie dziur, konsumpcja), o tyle dług na armię to dług “wymuszony historią” – bez silnego wojska za chwilę cała reszta naszej gospodarki mogłaby stracić jakąkolwiek wartość dla inwestorów.
Sytuacja nie jest jeszcze katastrofalna (bo gospodarka wciąż generuje realny produkt – PKB), ale przestaliśmy być krajem bezpiecznym fiskalnie. Jedziemy na bardzo wysokim debecie i jeśli w najbliższych latach koszty obsługi długu (odsetki) nie zaczną spadać, a rynek pracy dalej będzie się schładzał, państwo czeka bolesne zaciskanie pasa.
Warto wiec wymienić względnie precyzyjną lista miejsc, w które zostały zasilone z pożyczanych przez nas pieniędzy w ostatnich 24 miesiącach.
I tu ujawnia się dramat przeznaczenia polskiego zadłużenia:
a) Koszty obsługi długu publicznego (odsetki od pożyczek). Stanowią najbardziej bolesną pozycję. Polska musi pożyczać nowe pieniądze, żeby zapłacić odsetki od starych kredytów. Przez lata żyliśmy w świecie niskich stóp procentowych, więc obsługa długu kosztowała rocznie ok. 30 mld zł. Obecnie, przez wysokie stopy procentowe i gigantyczną masę długu, na same odsetki wydajemy ponad 70–80 miliardów złotych rocznie. To oznacza, że olbrzymia część nowego długu idzie po prostu do kieszeni banków i funduszy (krajowych i zagranicznych), które kupiły nasze obligacje. Te pieniądze w żaden sposób nie budują naszej przyszłości.
b) Sztywny socjal i system emerytalny. Wydatki społeczne w Polsce są prawnie zagwarantowane (sztywne) – rząd nie może ich bez zmiany ustaw obciąć, więc jeśli brakuje gotówki, musi je skredytować. W ostatnich 24 miesiącach olbrzymie obciążenie wygenerowały:
- program 800 Plus: Podniesienie stawki z 500 zł na 800 zł kosztuje budżet około 65 miliardów złotych rocznie;
- dotacje do ZUS i KRUS (FUS): Jak rozmawialiśmy wcześniej, wpływy ze składek pracujących Polaków nie pokrywają wypłat. Państwo z podatków i długu dokłada co roku do sytemu emerytalnego ponad 100 miliardów złotych, w tym na wypłaty 13. i 14. emerytury;
- nowe programy: Środki idą też na nowo wprowadzane pakiety, takie jak tzw. “Aktywny Rodzic” (babciowe) czy programy wsparcia w budownictwie (dopłaty do kredytów).
Ważne żeby zrozumieć, że pobierane przez nas dzisiaj pieniądze z projektów typu 800+ są bardzo dobre tylko jeśli nie musimy wziąć na nie kredytu – w przeciwnym wypadku po prostu okradamy własne dzieci i wnuki.
Taka jest brutalna prawda.
c) Skokowy wzrost kosztów personelu państwa (Sektor publiczny). W ciągu ostatnich dwóch lat miała miejsce ogromna, historyczna presja płacowa w budżetówce. Aby zrekompensować urzędnikom i nauczycielom lata wysokiej inflacji, rząd wprowadził masowe podwyżki: 30% podwyżki dla nauczycieli oraz 20% dla szeroko pojętej sfery budżetowej (urzędnicy, policja, wojsko, straż pożarna, sądownictwo). Podniesienie płacy minimalnej, które automatycznie podbija koszty najniższych uposażeń w szpitalach, szkołach i urzędach gminnych.
Utrzymanie ludzi pracujących dla państwa stało się z dnia na dzień o kilkadziesiąt miliardów złotych droższe…na kredyt.
d) Służba zdrowia (NFZ). Wydatki na zdrowie w Polsce muszą ustawowo rosnąć, by gonić określony procent PKB. Problem w tym, że NFZ zmaga się z ogromną dziurą finansową z powodu spadku dynamiki wpływów ze składki zdrowotnej (rynek pracy się schłodził, o czym pisaliśmy wyżej). Budżet państwa musi ratować szpitale i ratownictwo medyczne, dosypując do NFZ miliardy złotych wprost z centralnego budżetu – czyli z długu.
e) Inwestycje infrastrukturalne i “Tarcze energetyczne”. Choć ceny energii nieco się uspokoiły w porównaniu do szczytu kryzysu, państwo w ciągu ostatnich 24 miesięcy wciąż dopłacało miliardy do mrożenia cen prądu i gazu dla gospodarstw domowych oraz podmiotów wrażliwych (szkoły, szpitale). Do tego dochodzą wkłady własne do inwestycji infrastrukturalnych (drogi ekspresowe, kolej, przygotowania pod transformację energetyczną i budowę elektrowni jądrowej). Przyczyny skokowego wzrostu energii elektrycznej opisałem wcześniej a przyczyny wzrostu kosztu gazu wynikają z braku zdolności przewidywania przyszłości przez kolejne rządy, które nie zakontraktowały odpowiednich wolumenów gazu z giełdy Henry Hub w USA.
12. Na czym polega dramat pożyczek Polski na spłatę odsetek (Około 1/5 budżetu)?
Skoro nie spłacamy głównej kwoty (2,1 bln), tylko ją przesuwamy (rolujemy), to najważniejszym kosztem stają się roczne odsetki. Wydawanie ponad 70–80 miliardów złotych rocznie na same odsetki przy budżecie rzędu 600 miliardów to potężne obciążenie. Co to oznacza w praktyce? To oznacza, że co roku gigantyczna część naszych podatków (zamiast na drogi, szpitale czy obniżenie podatków) idzie “w błoto” – na opłacenie “kosztu posiadania długu”.
Polska nie zbankrutuje z powodu konieczności oddania ponad 2 bilionów, bo nikt od nas tego nie zażąda w jeden poniedziałek.
Polska może jednak zacząć “dusić się” finansowo, jeśli koszt samych odsetek wzrośnie tak bardzo, że zabraknie pieniędzy na podstawowe funkcje państwa. Dlatego obecna sytuacja, w której odsetki pożerają tak dużą część rocznego budżetu, jest przez ekonomistów uznawana za czerwony alarm i sygnał do natychmiastowego hamowania z nowym zadłużaniem. Przez ekonomistów…ale nie przez polityków.
13. Całkowita fikcja oparcia zadłużenia na PKB, do którego rząd nie posiada żadnego dostępu.
No dobrze, ale musi zastanawiać, dlaczego w ogóle punktem odniesienia w zaciąganiu długu przez państwa jest PKB?
a) Iluzja wartości państwa oparta na PKB
Mamy tu do czynienia z dwoma fundamentalnymi, filozoficzno-ekonomicznymi problemami, o których na co dzień rzadko mówi się w mediach i w gronie polityków. Warto obnażyć, jak bardzo umowna – a momentami wręcz iluzoryczna – jest współczesna inżynieria finansowa państw.
Należy myśleć o PKB jako o fikcji (iluzji) wartości państwa, wobec brak dostępu rządu do tych dóbr. Z punktu widzenia czystej matematyki finansowej, liczenie długu do PKB to konstrukcja myślowa, a nie realna zdolność płatnicza. Rząd NIE może pójść np. do prywatnej fabryki garnków pod Olkuszem, zabrać stamtąd wyprodukowanych patelni (które weszły w skład PKB) i oddać ich bankowi w Nowym Jorku na rzecz spłaty długu.
Rząd ma dostęp wyłącznie do podatków (oraz do majątku, który sam posiada, np. spółek Skarbu Państwa czy lasów).
Dlaczego więc cały świat uparcie liczy dług do PKB, a nie do budżetu?
b) Fikcja PKB oparta na zaprzeczeniu badań wynikających z Krzywej Laffera
Z perspektywy rynków finansowych (czyli instytucji, które pożyczają nam pieniądze), PKB nie jest miarą tego, ile rząd ma w kasie “dzisiaj”. Jest miarą potencjału podatkowego (bazy podatkowej) gospodarki na przyszłość. Inwestorzy myślą następująco:
- jeśli PKB kraju jest gigantyczne, to znaczy, że w tym kraju funkcjonuje mnóstwo prywatnego lub państwowego biznesu, ludzie dużo zarabiają i dużo kupują;
- rząd na ten moment pobiera z tego w podatkach np. 19% podatków.
- gdyby jednak nadszedł moment krytyczny i państwu groziłoby bankructwo, rząd ma z czego “dokręcić śrubę”. Może podnieść podatki z 19% do 25%, wprowadzić nowe daniny i z tego gigantycznego tortu wyszarpać żywą gotówkę na spłatę długu.
Liczenie długu do PKB to badanie, jak dużą “owcę” (gospodarkę) ma do “strzyżenia” rząd (pasterz). Jeśli owca jest wielka i tłusta (wysokie PKB), to nawet jeśli pasterz ma dziś pusty portfel (mały budżet), bankierzy chętnie dadzą mu kredyt, bo wiedzą, że w razie czego owcę da się ostrzyc mocniej. Jeśli owca jest chuda, nikt mu nie pożyczy, choćby budżet miał chwilowo zrównoważony.
Ale takie myślenie jest czystą iluzją ponieważ:
- nikt nie zna realnej przyszłej wartości towarów i usług, występuje “fikcyjność wyceny usług i towarów” w PKB. Są one warte nie na tyle ile zostały w danej chwili wycenione ale ile rynek będzie chciał za nie zapłacić w innej chwili. PKB potrafi być sztucznie napompowane transakcjami spekulacyjnymi czy usługami, które nie wytwarzają realnej, fizycznej wartości (tzw. gospodarka papierowa). Wycena rzeczywiście opiera się na umowie rynkowej, a nie na ich obiektywnej, twardej wartości;
- na poziom rzetelnej, głębokiej makroekonomii strukturalnej, należy zaproponować inną, alternatywną koncepcję oceny ryzyka kredytowego państw, która o lata świetlne wyprzedza toporne i ślepe algorytmy agencji ratingowych oparte na PKB. Współczesny świat rzeczywiście traktuje PKB jako uniwersalną miarę typu “jeden rozmiar pasuje na wszystkich” (one-size-fits-all), całkowicie ignorując anatomię i strukturę gospodarki. Otóż, zgodnie z zasadą Krzywej Laffera należy sfalsyfikować mit “nieograniczonego strzyżenia” przedsiębiorców. Zasada Krzywej Laffera to absolutny nokaut dla teorii, że wysokie PKB automatycznie oznacza “bezpieczny bufor podatkowy”. Politycy i bankierzy z Wall Street żyją w iluzji, że jeśli dług wynosi 60% PKB, to w razie kryzysu podniesie się podatki i ściągnie brakujące miliardy. W krajach takich jak Polska ta śruba jest już dokręcona niemal do oporu (punktu optimum). Polska gospodarka nie ma marginesu na drastyczne zwiększenie obciążeń. Klin podatkowo-składkowy (czyli to, co państwo zabiera między kosztem pracodawcy a pensją netto pracownika), wysoki ZUS i podatki korporacyjne już teraz generują potężne tarcie. Jeśli rząd spróbuje “ostrzyc owcę” mocniej, uruchomi mechanizmy obronne rynku, które Laffer opisał idealnie:
- ucieczka kapitału za granicę;
- masowe przechodzenie do szarej strefy;
- spadek motywacji do rozwijania biznesu (skoro państwo zabiera większość wypracowanego zysku).
W efekcie wyższa stawka podatkowa przyniesie mniejsze, a nie większe wpływy do budżetu. Iluzja bufora w postaci PKB pęka jak bańka mydlana.
b) Fikcja oparta na różnorodności mierników długu.
W mojej opinii należy wyartykułować propozycję, aby podstawą wyliczania konstytucyjnego limitu zdolności kredytowej państwa była realna siła i źródło generowania przychodów, a nie abstrakcyjne PKB.
Poniższe porównanie dobrze obrazuje istotę sprawy i pokazuje iluzoryczność wartości PKB niektórych krajów, względem innych krajów:
- Model Norweski / Saudyjski (renta surowcowa). Te kraje mają bezpośredni, państwowy dostęp do kurka z gazem i ropą. Ich PKB jest powiązane z fizycznym, pożądanym na całym świecie surowcem. Państwo kontroluje spółki wydobywcze (np. Equinor w Norwegii czy Saudi Aramco). Tutaj rządy mają realną, fizyczną kontrolę nad strumieniem pieniądza płynącym z zewnątrz. Ich dług można odnosić do rezerw i wartości eksportu, bo to jest żywa, państwowa gotówka.
- Model Polski (całkowita zależność od mikro i makro-przedsiębiorców). Polska nie ma surowców, które mogłaby “rzucić” na rynki globalne i żyć z renty. Niemal 100% pieniędzy w systemie (bo nawet podatki od pracowników najemnych pochodzą przecież z pensji wypłacanych przez firmy), generuje prywatny sektor przedsiębiorstw. Państwo jest tu wyłącznie “pasożytem” (w rozumieniu biologicznym) – żyje tak długo, jak długo żyje żywiciel (biznes).
Dlatego w przypadku Polski konstytucyjnym miernikiem bezpieczeństwa długu nie powinno być PKB, ale kondycja, stabilność i rentowność sektora przedsiębiorstw. Z tego powodu wcześniej wykazałem znaczenie rynku pracy sektora przedsiębiorstw, ponieważ to on i głównie on buduje PKB Polski.
c) Katastrofalny wskaźnik: Masowe likwidacje i zawieszenia firm
I tu dochodzimy do parametru przerażających danych o zamykaniu i zawieszaniu działalności gospodarczych (ponad 160 tysięcy podmiotów w ciągu ostatnich 16 miesięcy).
Jeśli połączymy te informacje, otrzymujemy dramatyczny obraz, ponieważ skoro w Polsce dług rośnie nominalnie w zastraszającym tempie…a jednocześnie baza, która jako niemalże jedyna ten dług utrzymuje (czyli polskie firmy i pracownicy firm), kurczy się w tempie kilkudziesięciu lub kilkuset tysięcy podmiotów na 16 miesięcy (przez koszty energii, presję płacową, biurokrację i nieprzewidywalność prawa), to oficjalny wskaźnik “dług do PKB” staje się kompletnie bezużyteczny i zakłamuje rzeczywistość.
Co z tego, że PKB papierowo może nawet lekko rosnąć (napędzane np. konsumpcją z pożyczonych przez państwo pieniędzy lub inflacją), skoro rdzeń systemu – tkanka przedsiębiorców – właśnie ulega uszkodzeniu? To tak, jakbyśmy mierzyli zdrowie człowieka tylko jego wagą i uznać, że jeśli człowiek puchnie (PKB rośnie), to jest coraz zdrowszy, jeśli źródłem tego stanu jest choroba nerek, które nie odprowadzają wody (firmy upadają, a dług rośnie). Dlatego obecny obraz długo w relacji do PKB, jest zafałszowany, ponieważ główne źródło (firmy) zasilania PKB wysycha.
Wskaźnik długu do PKB to fetysz ekonomiczny, który służy usypianiu czujności obywateli i rynków finansowych. Pozwala rządom udawać, że wszystko jest pod kontrolą.
Gdybyśmy wprowadzili zaproponowaną przeze mnie powyżej metodologię i mierzyli konstytucyjne ryzyko długu Polski w relacji do stabilności bazy przedsiębiorców i realnych przychodów podatkowych niezagrożonych krzywą Laffera, okazałoby się, że Polska nie jest w strefie “umiarkowanego bezpieczeństwa” (50-60% PKB). Okazałoby się, że jesteśmy w stanie głębokiego alarmu strukturalnego, ponieważ baza, która ma wykarmić ten dług, właśnie zaczyna pękać pod naporem kosztów.
De lege ferenda takiej należy dokonać korekty w Konstytucji RP.
14. Ryzyko zmiany wartości zadłużenia w obcych walutach oraz pętla odsetkowa wynikająca z rolowania długu
Na koniec pozostała jeszcze kwestia ustalenia jaką tak naprawdę wartość długu ma do spłaty państwo polskie?
Odpowiedź brzmi – w zasadzie nie wiadomo.
Odpowiedź należy rozłożyć na dwa odrębne zagadnienia: a) wahania kursu walut (wartość długu) oraz b) oprocentowanie (odsetki).
Kluczowa jest odpowiedź na pytanie, czy suma długu może nagle wzrosnąć przez kursy walut lub czy nagle mogą wzrosnąć odsetki oj wyemitowanych obligacji?
Jeśli chodzi o sumę zobowiązania z tytułu obligacji to generalnie może ona wzrosnąć ale tylko w tej części, którą pożyczyliśmy bezpośrednio w obcych walutach.
Musimy tu precyzyjnie rozróżnić dwie sytuacje, o których rozmawialiśmy wcześniej.
Sytuacja A: Zagraniczny właściciel kupuje polskie obligacje w ZŁOTÓWKACH (PLN). Jeśli np. hiszpański Santander (oddział w Polsce) albo fundusz z Nowego Jorku kupuje na polskim rynku obligacje za 10 miliardów złotych, wówczas dla polskiego rządu ten dług wynosi równe 10 miliardów PLN.
Jeśli jednak w sytuacji kryzysu geopolitycznego, wówczas złotówka gwałtownie straci na wartości (euro i dolar drożeją). W takim scenariuszu z perspektywy państwa polskiego (budżetu) kwota długu nie zmienia się ani o grosz, czyli zobowiązanie nadal wynosi 10 miliardów złotych. Ryzyko walutowe ponosi tutaj zagraniczny inwestor. To on traci, bo jego obligacje w przeliczeniu na euro są teraz warte mniej.
Sytuacja B: Polska emituje obligacje bezpośrednio w obcych walutach (EUR, USD, JPY). Rząd polski regularnie emituje obligacje nominowane bezpośrednio w Euro lub Dolarach, aby przyciągnąć tamtejszy kapitał. Obecnie około 22% całego długu Skarbu Państwa (czyli blisko 450–500 miliardów złotych) to dług zaciągnięty bezpośrednio w obcych walutach. W tym przypadku sytuacja w razie kryzysu geopolitycznego staje się niebezpieczna dla Polski.
Załóżmy, że mamy obligacje warte 100 miliardów Euro. Przy kursie 4,30 PLN za Euro, ten dług w naszych księgach to 430 miliardów złotych. W przypadku kryzysu geopolitycznego, inwestorzy wycofują się z regionu i kurs Euro szybuje do 5,00 PLN. Z dnia na dzień, bez pożyczenia choćby jednego nowego euro, ten sam dług w przeliczeniu na złotówki wzrasta z 430 miliardów do 500 miliardów złotych.
Ważne jest więc ustalenie o ile może wzrosnąć wartość zadłużenia polski? W skrajnym przypadku może wzrosnąć nawet o 100 miliardów zł, wyłącznie z tytułu skoku kursu walutowego.
Czy odsetki od sprzedanych obligacji mogą wzrosnąć?
Tutaj odpowiedź brzmi różnie w zależności od tego, czy mówimy o obligacjach już sprzedanych, czy o tych, które dopiero musimy sprzedać np. na poczet spłaty odsetek, których wcześniej nie spłaciliśmy. Pamiętać należy, że Polska ma do spłaty około 100 mld zł “starych odsetek”, które spłaca z nowych kredytów.
W przypadku już sprzedanych obligacji odsetki są STAŁE. Kiedy Polska sprzedaje instytucji zagranicznej obligację np. na 10 lat z oprocentowaniem stałym 6% rocznie, to umowa jest święta. Niezależnie od tego, czy wybuchnie wojna, kryzys czy bezrobocie skoczy do 20%, Polska przez te 10 lat płaci dokładnie 6% odsetek rocznie. Pod tym względem budżet na dany rok jest bezpieczny.
Natomiast w przypadku nowych obligacji (emitowanych w części na rolowanie długu) odsetki mogą DRASTYCZNIE WZROSNĄĆ. I tu dochodzimy do największej pułapki, o której rozmawialiśmy przy temacie wiecznego niespłacania długu. Jak ustaliliśmy, państwo nie spłaca starych obligacji z podatków, tylko emituje nowe, żeby oddać kasę za stare (roluje dług). Wyobraźmy sobie scenariusz krytyczny w którym właśnie mija termin wykupu starych obligacji na kwotę 20 miliardów złotych, które 10 lat temu sprzedaliśmy zagranicznym instytucjom na tani procent (np. 3%). Polska musi oddać im te 20 miliardów. Nie ma ich w budżecie, więc chce wypuścić nowe obligacje na kolejne lata ale panuje kryzys geopolityczny i zagraniczne instytucje finansowe uznają, że Polska jest krajem wysokiego ryzyka, któremu może pożyczyć środki nie po 3% lecz za np. 9% lub 10%“. W takiej sytuacji Rząd Polski nie będzie miał wyjścia i koszt obsługi tego samego długu może wzrosnąć trzykrotnie.
Na dzień dzisiejszy Polska płaci ZAGRANICZNYM instytucjom kredytującym około 18-20 miliardów zł rocznie odsetek. Oznaczało by to, że w sytuacji kryzysu, wartość ta mogłaby wynosić nawet 60 miliardów a to oznacza, że cała wartość odsetek, które Polska musi spłacać, wynosić może 140 miliardów zł czyli około 1/5 całego polskiego budżetu !!!
W sytuacji krytycznej dla kraju (geopolityka, tąpnięcie gospodarcze) suma długu wzrośnie natychmiast o dziesiątki miliardów złotych z powodu uderzenia w kurs walutowy (ta część długu, która jest w EUR/USD). Koszty odsetek od obligacji, które już wiszą na rynku, pozostaną bez zmian. Koszty nowych odsetek (przy rolowaniu długu i łataniu bieżącego deficytu) mogą drastycznie wzrosnąć, ponieważ zagraniczne rynki zażądają gigantycznej premii za ryzyko.
To właśnie ten ostatni punkt jest powodem, dla którego ekonomiści tak głośno ostrzegają przed nadmiernym zadłużaniem – w czasie pokoju i spokoju rolowanie długu jest łatwe i tanie, ale w momencie zawirowań geopolitycznych pętla odsetkowa zaciska się na szyi państwa.
15. Falsyfikacja argumentu “nowoczesnego państwa” jako przejawu maskowania dysfunkcji zarządzania państwem
W tym miejscu należy obnażyć absurdalną i bardzo często prezentowaną tezę, że “nowoczesne państwo musi mieć dług”. W istocie teza ta nie jest żadnym racjonalnym argumentem logicznym – jest to po prostu racjonalizacja systemowej dysfunkcji zarządzania państwem, przez niekompetentnych polityków.
Dług publiczny to nie jest żadna “wartość” ani powód do dumy. To jest dowód na to, że system polityczno-gospodarczy na całym świecie jest wadliwy. Skąd wzięła się ta patologia? To, co nazywamy “nowoczesną bankowością i finansami”, opiera się na systemie pieniądza fiducjarnego (papierowego, niemającego oparcia w złocie), zapoczątkowanym na dobre w 1971 roku, gdy USA ostatecznie odeszły od parytetu złota. Od tego momentu pieniądz jest tworzony z długu.
Państwa weszły w mechanizm, który działa jak narkotyk:
- Presja demokratyczna: Wyborcy oczekują od polityków darmowych usług, dróg, bezpiecznych emerytur i zasiłków. Jednocześnie nie chcą płacić wysokich podatków.
- Droga na skróty: Żeby wygrać wybory, politycy nie mówią prawdy: “Nie stać nas na to”. Mówią: “Damy wam to, a pieniądze pożyczymy na poczet przyszłych pokoleń”.
- Instytucjonalna akceptacja: Ponieważ robią tak wszyscy (USA mają ponad 34 biliony dolarów długu), stworzono teorię ekonomiczną, która twierdzi, że to jest normalne, zdrowe i nowoczesne. To klasyczny przypadek, gdzie powszechność patologii sprawiła, że uznano ją za standard.
Gdyby prywatna firma działała tak jak państwo – czyli co roku wydawała więcej niż zarabia i spłacała stare kredyty nowymi – prezes takiej firmy szybko usłyszałby zarzuty prokuratorskie za działanie na szkodę spółki i doprowadzenie jej do upadłości.
Obecny system opiera się na głębokiej niespójności i pewnym oszustwie semantycznym.
Porównywanie długu do PKB to sprytny zabieg księgowy, który sprawia, że dług wydaje się mniejszy i bezpieczniejszy niż jest w rzeczywistości (2,1 biliona do PKB to “tylko” ~60%, ale ten sam dług do rocznych dochodów rządu to ponad 350%!).
Wieczne zadłużenie państw to nie jest żadna wyższa faza rozwoju cywilizacyjnego. To jest po prostu globalny układ, w którym rządy uzależniły się od rynków finansowych i rolowania zobowiązań, przerzucając koszty tej zabawy (w postaci podatku inflacyjnego i odsetek) na pracujących obywateli.
To nie jest optymalny, zdrowy model. To jest model, który działa dopóki, dopóki wszyscy uczestnicy tej gry (inwestorzy, banki, rządy) zgadzają się wierzyć w tę samą fikcję. Gdy wiara w to, że rząd “zawsze będzie mógł mocniej ostrzyc swoją owcę” pęka, system w danym kraju natychmiast się zapada.
16. Analiza zagrożenie z tytułu “masy” długu oraz wartości odsetek
W ciągu ostatnich 15 lat (2011–2026) oprocentowanie odsetek od zaciąganeg przez Polskę zadłużenia zatoczyło koło. W roku roku 2011 wymiar odsetek wynosił ok. 6,0% – 6,3%. Piętnaście lat temu Polska zmagała się z falami wtórnymi globalnego kryzysu finansowego z 2008 roku oraz kryzysu zadłużeniowego w strefie euro (problemy Grecji, Włoch). Inwestorzy podchodzili do rynków wschodzących, w tym do Polski, z dużą ostrożnością. W 2011 roku oprocentowanie polskich obligacji 10-letnich wynosiło średnio między 6,0% a 6,3%, czyli pożyczanie pieniędzy było dla budżetu Polski drogie. Przełom stanowiły lata 2020/2021 gdy oprocentowanie było rekordowo niskie ok. 1,2% – 1,5%, był to absolutny fenomen z czasu tzw. pandemii COVID-19. Na skutek masowego obniżania stóp procentowych przez banki centrale na całym świecie (w tym polski NBP), rentowności obligacji spadły w okolice zera. Na przełomie 2020 i 2021 roku oprocentowanie 10-letnich papierów tąpnęło do historycznego minimum na poziomie ok. 1,2% – 1,5%. Wtedy państwo zadłużało się najtaniej w historii…ale nadal się zadłużało. W roku 2026 wartość wymiar odsetek ponownie wynosi ok. 5,6% – 5,9%. W najgorszym momencie rozpoczęcia WOJNY NA UKRAINIE (jesień 2022 roku) rentowności otarły się nawet o 9% !!! To bardzo ważne, ponieważ wiemy, czego możemy się spodziewać w przypadku podobnego scenariusza a to oznacza, że musimy posiadać jak najniższą wartość zadłużenia, aby zaciągać możliwie najmniej zobowiązań na poczet rolowania “tańszego” zadłużenia, “droższym” długiem.
Obecnie, w połowie 2026 roku, sytuacja nieco się uspokoiła, ale oprocentowanie 10-letnich obligacji wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie ok. 5,6% – 5,9%
Dlaczego dzisiaj wbrew pozorom sytuacja Polski jest znacznie GORSZA niż 15 lat temu (w 2011 roku), skoro oprocentowanie obligacji jest zbliżone?
Ponieważ poważny problem tkwi w masie długu, od którego ten procent jest naliczany.
W 2011 roku całkowity dług Skarbu Państwa wynosił ok. 770 miliardów złotych. Płacenie od tego ok. 6% odsetek było uciążliwe, ale do udźwignięcia. Dzisiaj (w 2026 roku) dług wynosi ponad 2,1 biliona złotych. Płacenie niemal tego samego procentu (ok. 5,8%) od kwoty trzy razy większej generuje ten wspomniany wcześniej dramat – gigantyczny, realny koszt obsługi długu przekraczający 75 miliardów złotych rocznie.
W ciągu 15 lat nie zmieniła się drastycznie sama wysokość oprocentowania na punktach skrajnych, ale dramatycznie zmieniła się skala kwotowa, którą ten procent dzisiaj corocznie “mnoży” na niekorzyść budżetu Polski.
III. Podsumowanie
- Długofalowa suwerenność ekonomiczna i gospodarcza oraz obronna Polski jest co do zasady odwrotnie proporcjonalna do wartości zadłużenia a w szczególności zadłużenia zewnętrznego (zagranicznego);
- Zadłużeniem nie jest realizacją idei nowoczesnego państwa, lecz systemowej dysfunkcji;
- Obraz relacji długu do PKB jest wielopłaszczyznowo zafałszowany i sytuacja skutków oraz poziomu polskiego zadłużenia jest dramatycznie gorsza od prezentowanej przez polityków;
- należy w przyszłości dokonać korekty konstytucyjnej, celem ustanowienia progu bezpieczeństwa np. 3/5 nie w odniesieniu do PKB, lecz w odniesieniu do przychodów generowanych przez polskie przedsiębiorstwa i stanu ekonomicznego polskich przedsiębiorstw w oparciu o zasadę wynikającą z “krzywej Laffera”;
- Należy natychmiast wprowadzić program naprawczy oszczędnościowy;
- Należy natychmiast prowadzić program odbudowy polskich przedsiębiorstw, jako jedynego głównego źródła dochodów państwa polskiego (około 90% wszystkich przychodów).
















